Top menu navigation

2/24/2015

Faworki

Wspomnienie karnawału, przepis, którego nie zdążyłam dodać, a teraz, gdy pojawia się chwila to (znów) nadrabiam zaległości.
W tym roku karnawał był inny niż rok temu. Zleciał nie wiem kiedy! W zeszłym roku byłam we Włoszech. Odwiedziłam Neapol, którego ulice zatłoczone były postaciami jak z bajki! Mali bohaterowie chwycili mnie mocno za serce! Patrząc na ich najróżniejsze (naprawdę najróżniejsze) stroje nie mogłam wyjść z podziwu! 
Do tego na głównym placu mnóstwo balonów, konfetti i...krzyku! Przekrzykiwali się wszyscy. Było bardzo gwarno i wesoło. Cóż, Włosi ;-) Pogoda była równie szalona - piękne słońce siłowało się z chłodnym wiatrem. Niebo nad nami zmieniało kolor od błękitnego po ciemnogranatowy. W końcu spadł deszcz. Ściana deszczu. Wbiegliśmy do najbliższego baru na kawę... Ponieważ byliśmy w towarzystwie Włochów jedyne na co na nam pozwolili to espresso - "KTO PIJE CAPPUCCINO o 12? Szalone Polki..."
Stanęło na espresso i... limonecello :D  




dość tych wspomnień. Czas na przepis ;)



wykorzystałam:
40dag mąki + ok. 1szkl. do podsypywania
50ml śmietanki
10ml wódki
10dkg margaryny
2 jaja
6 żółtek
sól
tłuszcz do smażenia
cukier puder i dżem  

Mąkę przesiałam na stolnicę. Posiekałam z margaryną, a następnie z kolejno dodawanymi jajkami, żółtkami i śmietaną. Zagniatałam, a pod koniec dodałam wódkę. Wyrabiałam na gładko (delikatnie podsypując). Uformowałam wałek, z którego docinałam po trochu ciasta. Rozwałkowywałam bardzo cienko. Ciasto kroiłam wzdłuż w paski i następnie na 3 części jeszcze. Każdy prostokąt nacinałam na środku. Przez to "okienko" przewijałam jeden koniec. Przygotowane wrzucałam na mocno rozgrzany olej. Smażyłam na jasno złoty kolor z obydwu stron, następnie odsączałam z nadmiaru tłuszczu na talerzu wyłożonym ręcznikami kuchennymi. Po przygotowaniu wszystkich posypałam je  cukrem pudrem.




1 komentarz:

  1. Rany! Stylizacja tej dziewczynki jest powalająca! Cudna!

    A faworki.... Odmówiłam sobie słodyczy w Poście, ale faworki będą tymi pierwszymi, które zjem, gdy już się przestanę wstrzymywać :)

    OdpowiedzUsuń