Top menu navigation

8/11/2015

Sorbet malinowo-arbuzowy

Weekend upłynął mi pod znakiem rozmyślań. Do tego stopnia, że rozważałam zawieszenie bloga... 
Aby poprawić sobie humor sięgnęłam po lody!

Już wcześniej wspominałam, że nie ma nic lepszego nad domowe lody. No może tylko te włoskie prawdziwe, nie z maszynki.  Ale gdy daleko nam do gelateria trzeba się jakoś pocieszać!

Składniki (solidne porcje dla 4 osób)
3 szkl. arbuza pokrojonego w cząstki i odpestkowanego
2 szkl. malin
2 łyżeczki soku z cytryny


Wszystko wrzucamy do blendera, mieszamy do połączenia, a następnie przelewamy do naczynia i wstawiamy do zamrażalnika. Co ok. 30 minut zaglądamy, by zamieszać. Tę czynność powtarzamy kilkukrotnie (optymalnie jest 4 lub 5 razy). Przy 6. wyciągnięciu powinien nadawać się już do spożycia. Aby sorbet lżej się nakładało wyjmijcie go ok. 15 minut przed podaniem.


Akcja lodowa 2015

8/09/2015

Liebster Blog Awards

Och nieźle się gramolę... Jakiś czas temu dostałam nominację do Liebster Blog Awards! Kolizje Smaków  zaprosiły mnie do zabawy :) bardzo lubię ten blog i dlatego, tak mi głupio, ze dopiero dziś publikuję odpowiedzi! Niestety czasowo ostatnio u mnie istny armagedon... Gotuj, by jeść a tak naprawdę gotuję bardzo sporadycznie. Jednak dzięki mamie i siostrze nie chodzę głodna ;) Ponieważ nie mogę poświęcić tyle czasu na bloga ile mam chęci, nie będę nominować nikogo dalej :( Mam nadzieję, że przy kolejnej edycji załapię się na nominację, że będę mieć więcej czasu a wtedy strzeżcie się, bo i ja będę nominować ;)


A oto pytania i odpowiedzi:
1.    Jaki jest Wasz ulubiony sprzęt w kuchni, taki bez którego nie możecie żyć:)
 Lodówka! Zdecydowanie :D To tam wszystko się zaczyna ;)
2.    Chomikujecie, czy wyrzucacie?
 Chomikuję, chomikuję! Czasem mam ochotę z tym walczyć, jednak i tak wracam do starych nawyków.
3.    Kuchnia marzeń? :)
Własna, otwarta! Pełna życia, gości, rozmów :)
4.    Ulubiona książka?
Jedna? Tak się nie da! Uwielbiam książki. Najchętniej sięgam po kucharskie, biografie i poradniki/przewodniki.
5.    Jak wygląda Wasza rodzina? W sensie mieszkacie z rodzicami/chłopakiem/narzeczonym/mężem, dziećmi etc 
Z rodzicami, rodzeństwem i synem. Jesteśmy bardzo rodzinni.
6.    Gdzie byście chciały pojechać na wakacje? Nie patrząc na koszty i możliwości.
Nie wiem, lubię podróżować. Jest wiele miejsc, które chciałabym zobaczyć. Z chęcią wróciłabym ponownie na Sardynię. Wspaniałe, nocne niebo jakie tam widziałam wywarło na mnie mocne wrażenie. 
7.    Jaki kraj pod względem kulinarnym najbardziej Was fascynuje?
Polska i Włochy
8.    W temacie zdjęć kulinarnych jesteście samoukami, czy może macie jakieś związane z tym wykształcenie, robiłyście jakieś kursy?
Jestem samoukiem, ale chętnie bym zrobiła jakieś kursy.
9.    Co byście chciały zmienić na swoich stronkach?
Częstotliwość pisania postów i zdjęcia...
10. Każdy z nas zakładając naszego bloga miał jakieś nieśmiałe marzenia. Może, że wyda książkę kucharska? Może 1000 odwiedzin dziennie? A może zakładał nieśmiało, że to będzie jego sposób na życie.. a jakie było wasze? :)
Mała restauracja :)
11. Czy jest jakiś aspekt w blogosferze, który wyjątkowo Was wkurza? :)
Hah, jest taki jeden. Ale pewnie to bardziej moja wina ;) Wkurza mnie to, że trzeba mieć czas i do pisania i do czytania i do komentowania... eh...


8/04/2015

Cytrynowe mini bezy



Nasz piekarnik wciąż odmawia posłuszeństwa - grzeje, ale nie trzyma ustawionej temperatury. Nie zraziło mnie to do przygotowania bezy. Trochę się obawiałam, lecz Ania zachęciła do spróbowania. Wg Jej wskazówek przygotowałam bezy :)
Przepis, z którego korzystałam lekko zmieniłam, a pobrałam z tej strony >KLIK<



mini bezy:
7 białek
szczypta soli
300g cukru pudru
4 łyżeczki skrobi ziemniaczanej
sok z 1/2 cytryny
krem:
250g serka mascarpone
330ml kremówki
2 łyżki cukru pudru
sok z 1/2 cytryny
skórka otarta z 1/2 cytryny

owoce do udekorowania

Białka ubiłam ze szczyptą soli. Gdy zrobiła się z nich piana, po trochu dodawałam cukru pudru i dalej ubijałam. Gdy były już lśniące i zwarte, zamieniłam mikser na kopyście, aby nim delikatnie wymieszać dodawaną po łyżeczce skrobię i sok z cytryny.
Na papierze do pieczenia rozrysowałam 8 kółek, na które nakładałam ubitą masę.
Lekko podgrzałam piekarnik. Włożyłam bezy. Piekłam w piekarniku 5 minut, wyłączyłam piekarnik na 5 minut i znowu piekłam 5 minut. I tak w kółko przez ok 50 min. 

Kremówkę ubiłam z cukrem pudrem. Następnie dodałam resztę składników i ubijałam do połączenia składników. 

Krem nakładałam na wystudzone bezy i bogato obsypałam owocami.


8/01/2015

Post inny niż zazwyczaj

Dzisiejszy post powstaje w ramach projektu ‚Moje ulubione miejsce w Polsce’ Klubu Polki na Obczyźnie.
Powstaje, bo właśnie się pisze. Będzie to chaotyczny post, bo takie są i moje myśli w ostatnich miesiącach. Chociaż tekst powstaje na gorąco, miejsce do tego projektu wybrałam już dawno, tak samo jak i zdjęcia. Mimo, że jest wiele miejsc, które darzę olbrzymią sympatią, wyboru dokonałam szybko i praktycznie bez zawahania. 



Chcę Wam zaprezentować miasto Ustka, a dokładniej to plażę. Kilka lat temu pojechaliśmy do Ustki na wakacje. Całą rodzinką. Od zawsze jeździliśmy na wakacje nad morze. Te podróże, raz mniejsze raz większe, zachowane zostaną w pamięci na zawsze.
Jedną z dróg prowadzących na plażę, była ta przez niewielki las. Był niewielki, lecz tuż przed zachodem zamieniał się w magiczne miejsce. Promienie słoneczne oświetlały niektóre ścieżki zachęcając do kroczenia nimi. Niekoniecznie prowadziły one do morza. Nogi same niosły, by nimi pobłądzić.
Zaczarowany las.
Prowadzi do zaczarowanego morza.
Schodami w dół - wejście na plażę.
Tuż przed pierwszym krokiem, szybkie spojrzenie po plaży.
Mocniejszy podmuch wiatru.
Kurcze, gdzie moja kawa?
Przydałaby się w takim momencie...



Podróż do Ustki była potworna. Daleko, długo i z przesiadką! Wszyscy pojechali wcześniej, a ja (wtedy jeszcze okropny pracoholik) dołączyłam później podróżując pociągiem. Od samego początku moja podróż była pełna przemyśleń. Raczej zbędnych niż niezbędnych. Lecz, gdy człowiek ma czasu zbyt wiele - myśli. Myślałam całą drogę i cały pobyt. Średnio pamiętam, jaka była wtedy pogoda. Pamiętam za to, że odpoczęłam. 
 

Ach... I te plaże. Szerokie, pełne jasnego drobnego piasku. Przy mocniejszych powiewach wiatru można było go odnaleźć nawet w pępku, mimo, iż ten schowany był pod wieloma warstwami ubrań. 
I to szumiące morze, którego fale, to delikatnie to z większą siłą rozbijały się o brzeg. Jak to jest, że taka wielka woda z taką łatwością potrafi uspokoić?


Wtedy pierwszy raz pomyślałam, że mogłabym zamieszkać nad morzem. Rankiem wypatrywać słońca z plaży, a wieczorami z lampką wina w dłoni wspominać minione dni i kącikiem ust uśmiechać się delikatnie.  Nie teraz, nie za 5 lat. Nie wiem kiedy. Ale wiem, że mogłabym. Z małego domku obserwować ludzi i zwierzęta, a przede wszystkim żywioł. Plaże mają w sobie coś niezwykłego... Mogłabym siedzieć całymi dniami i patrzeć patrzeć patrzeć...




Nie każda plaża tak na mnie działa. Czułam się tam wyjątkowo. Burza w głowie, a jednak cichy spokój ducha.
W takich miejscach ma się ochotę zapomnieć o całej reszcie. O obowiązkach, o zmartwieniach, o telefonie...
Szukacie miejsca na wakacje, w którym odpoczniecie od codziennego pędu? Gdzie będziecie mogli się zastanowić się nad wszystkim bez ciężaru, który zazwyczaj ciąży myślom?
Mnie na plaży w Ustce to się udało. I wiem, że wrócę tam z F. A może wrócimy w tym samym składzie tylko wzbogaceni o kolejne pokolenie? A może i Wam się spodoba plaża w Ustce?
Mam nadzieję, że Was nie zanudziłam :)






______________________________________________________

 Autostopem dla Hospicjum

Wakacyjny projekt dedykujemy wyjątkowej akcji Przemka Skokowskiego. Wybrał się w podróż autostopem na Antarktydę aby zebrać 100 000 zł na rzecz hospicjum w Gdańsku oraz Fundacji Hospicyjnej, która opiekuje się osieroconymi dziećmi.
 Niestety nadal nie udało się osiągnąć pełnej kwoty. Na pocieszenie dodam, że akcja wciąż trwa, a swój finał ma wraz z końcem roku. Jest jeszcze trochę czasu, by ją wesprzeć!

Więcej informacji pod linkiem:  https://www.siepomaga.pl/r/autostopemdlahospicjum