Top menu navigation

1/30/2014

Leniwy obiad






Jesteśmy w trakcie wyjątkowo trudnej sesji. A nasze posiłki ograniczały się ostatnio do frytek i lodów. Gdyż nie wymagały one większego wysiłku. Trochę mi wstyd. Zwłaszcza po tym jak odkryłam, że nie wiele więcej czasu potrzebuję, by przygotować… 

…gnocchi. 

Uwielbiam gnocchi! Bawi mnie ich kształt. Oraz są tak delikatne, a równocześnie niezwykle sycące! Plus te, które ja kupuje gotują się dwie minuty, więc nie trzeba długo czekać. A za to raz, dwa i obiad gotowy. Tym razem zrobiłam wystąpiły w zespole z kabanosem, którego pierwszy raz zasmakowałam w takiej odsłonie.

Składniki:
1 kabanos pokrojony w kostkę
2 łyżki pokrojonej w kostkę cebuli
Ząbek czosnku
2 łyżki oliwy
4 łyżki pomidorów w kawałkach
2 garście gnocchi
Zioła prowansalskie, sól, pieprz, peperoncino
Parmezan

W garnku wstawiamy wodę na gnocchi. Patelnię z oliwą rozgrzewamy, wrzucamy rozduszony czosnek, cebulę i kabanosa – wszystko zarumieniamy, a następnie wyrzucamy czosnek, a dodajemy pomidory i przyprawy. Gdy woda zacznie się gotować wrzucamy makaron i gotujemy zgodnie z instrukcją na opakowaniu. Gnocchi odcedzamy, zostawiamy w garnku. Dodajemy dwie łyżki sosu i mieszamy. Gnocchi nakładamy na talerze, a na nie resztę sosu. Przed podaniem polecam posypać parmezanem.






Szybkie, prawda?

1/06/2014

Spaghetti z rukolą



Spaghetti z rukolą



Gdy mam na coś smak, jem tak często, aż się znudzi. Przez tydzień potrafię jeść jedną potrawę,gdyż tak mi smakuje. Miewacie podobnie? 

Zdarzyło się i tak ze spaghetti. Tydzień ze spaghetti z sosem pomidorowym i pancettą. Aż pewnego dnia przypomniało mi się, że w zakamarkach mojej lodówki wciąż skrywa się rukola. Wielkie opakowanie kupione w przypływie nagłej ochoty na kilka listków – nigdy, NIGDY nie róbcie zakupów spożywczych z pustym żołądkiem…

W mojej głowie pojawił się ciekawy obraz, wyobraźnia podpowiadała, iż będzie to uczta dla oczu.
Wstawiłam osoloną wodę na makaron.

Na patelnię z rozgrzaną oliwą z oliwek wrzuciłam pokrojoną w kostkę ćwiartkę czerwonej cebuli i ½ opakowania pancetty do carbonary. Sprytne plastikowe opakowanie zawierające gotową porcję mięsa do carbonary, ale czy byłabym sobą korzystając ze składników i tylko i wyłącznie zgodnie z zaleceniami na opakowaniu?

Po ok. minucie wrzuciłam pomidory z puszki ( ½ puszki pomidorowej polpy- pomidory pokrojone kostkę). Smażyłam, aż namiar wody z soku odparuje. 

W międzyczasie (za każdym razem, gdy korzystam z tego słowa przypominam sobie moją starą pracę- serdeczne pozdrowienia, jeśli czytacie) wrzuciłam makaron do gotującej się wody i postępowałam wyjątkowo ścisło z instrukcją na opakowaniu, pozwalając spaghetti bulgotać minutę krócej niż przewidział producent. Przerzuciłam makaron i odrobinę wody z gotowania bezpośrednio z garnka na patelnię (robiąc bałaganu co nie miara!). Mieszałam szybko, podsmażając jeszcze ok. 3 minuty.

Z patelni na talerz a z talerza do żołądka! Stop. Najpierw rukola. Makaron ułożyłam na głębokim talerzu, robiąc małe wgłębienie na środku- miejsce przeznaczone na rukolę. Całość oprószyłam startym parmezanem.

Gotowe i aktualnie to moja ulubiona wersja makaronu spaghetti ;)
Smacznego :)





1/02/2014

Teraz Misiu





Czyli S. zrobiła swoje pierwsze TIRAMISU

Pół roku we Włoszech, a ja jeszcze się nie zabrałam za typowy włoski deser? Aż chciałoby się zapytać: dlaczego?
Ze strachu. Podobno prosty deser, a jednak byłam pełna obaw! Przyznaję się, że głównie przez jajka… Surowe jajka w deserze nie do końca mnie przekonywały… A bo to choroby a bo to nie wiem. Po prostu nie i kropka.
Tyle razy próbowałam, był przepyszny! Musiałam w końcu zmięknąć. Jak się uprę to nie ma zmiłuj. Musi być tak jak ja chcę i już! 

Najpierw idealny przepis. Polskie strony z przepisami mnie nie przekonywały, zajrzałam na włoskie. I wróciłam na polskie. Wszystkie przepisy krążą wokół tych samych składników, różnicami są tylko proporcje. Proporcji z przepisów nigdy się nie trzymam, babcia zawsze powtarzała „do smaku” „na oko” i to faktycznie najlepsza miarka.

Dlatego sylwestrowy poranek spędziłam na poszukiwaniach odpowiednich składników. Wyruszyłam z samego rana. 

Udałam się do pierwszego sklepu. 250g serka mascarpone za 12zł, 1 opak. podłużnych biszkoptów 6zł, 10 jajek 4 zł, Amaretto ponad 30zł. Potrzebowałam ok. 5 opakowań serka, 5/6 opakowań podłużnych biszkoptów i… stwierdziłam, że może przygotuję coś innego? Nie wydam tylu pieniędzy na deser! Nie dajmy się zwariować.

Udałam się dok olejnego sklepu. Brak serka mascarpone. Obrót na pięcie i wyjście.

Sklep numer 3. Opakowanie serka mascarpone 500g za ok. 8zł, 1 opak. podłużnych biszkoptów za 4zł, 10 jajek za 4 zł. Uhuhu! Jako to ja, zaczęłam podskakiwać w miejscu i tupać nogami ze szczęścia. I z tego szczęścia przesadziłam! Hihihi kupiłam 2kg. serka, 6 opakowań biszkoptów, 10 jajek. Poleciałam, prawda? Tylko amaretto brak…

Sklep numer 4. Dużo alkoholi! Muszą mieć Amaretto! Ale ciekawe czy mają biszkopty? O mają! Opakowanie za 3zł! Biorę 4 na zapas, gdyby brakło. Jedno opakowanie zostało na półce. Samo ma tam tak stać? Biorę 5 opakowań i idę do kasy. Prawie zapomniałam o Amaretto! Biszkopty kupione, a Amaretto brak.

Lepiej jadę już do domu. Chyba jednak wydałam więcej niż planowałam. Jestem tego pewna, gdy ustawiam produkty na stole w kuchni. OSZALAŁAM! Mam zapas biszkoptów na pół roku…
Okay, nie myślmy o już wydanych pieniądzach… Wydałam za dużo = więcej godzin w pracy. Oby tylko praca była.

Biorę się za deser. Do przygotowania dwie porcje.

Rozpoczynam od przygotowania espresso. Napój mieszam z irish cream. I odstawiam do ostygnięcia.
Drżącymi rączkami oddzielam żółtka od białek. 8 żółtek + 6 białek. Żółtka ubijam z dwiema płaskimi łyżkami cukru na puszysty krem. W drugiej misce ubijam białka na sztywno. Żółtka łączę z 1kg. serka, a później delikatnie mieszam z białkami.
We wcześniej przygotowanej formie żaroodpornej układałam ściśle nasączone kawą biszkopty. Na to masa serowa. Kolejna warstwa biszkoptów i kolejna masy. Gotowe! A teraz do lodówki. U mnie czas leżakowania wyniósł 9godzin. Przepisy w Internecie różnie podawały od kilku godzin do nawet doby czy dwóch, co było dla mnie zaskoczeniem. Naprawdę? Jest ktoś u kogo Tiramisu wytrzyma w lodówce 2 doby nietknięte? Szkoda mi tego kogoś… 

Tuż przed podaniem na stół należy grubo oprószyć kakao.
Smacznego!

p.s. wiecie kiedy minął mój strach czy deser się udał? Gdy ostatni kawałek zniknął z formy. 

Przyznaję się- filmik jest z drugiego podejścia do Tiramisu ;)