Top menu navigation

4/30/2015

Serca z kurczaka

Serca z kurczaka kojarzyły mi się zawsze z jedną wersją potrawy - smażone i już. Cóż, takie uwielbiałam! Chętnie się nimi zajadałam nie raz, nie dwa. Kupiłam wczoraj 0,5kg serc z kurczaka. Jedyne 2,82zł! Dziś od rana - u nas to od ok. 5, krążą mi po głowie myśli jak przyrządzić te serca w wersji wiosenno-letniej. Dziś zdjęcia z telefonu, aparatu brakło pod ręką...

Jak Wam się podobają w tej odsłonie?

komu przepis?

Składniki:
0,5kg serc z kurczaka
300ml wody
1 czubata łyżeczka cukru
2 czubate łyżeczki soli

50ml oleju
2 łyżki posiekanej natki pietruszki
skórka drobno otarta z 1 cytryny
sok z 1/2 cytryny
zioła prowansalskie, płatki czerwonej papryki
białe wytrawne wino
patyczki do szaszłyków

Serca przepłukałam. W wodzie rozpuściłam cukier i sól, tym zalałam serca. Schowałam do lodówki na kilka godzin (możecie przygotować to wieczorem, przed snem i całą noc chłodzić). Olej wymieszałam z przyprawami, sokiem z cytryny, skórką z cytryny, posiekaną natką, po czym też schowałam do lodówki.
Serca po wyjęciu z lodówki odsączyłam. Wlałam olej z przyprawami wymieszałam i wstawiłam jeszcze na 30 min. do lodówki. Nagrzałam patelnię. Wyjęłam serca i nadziałam na patyczki do szaszłyków. Układałam na nagrzanej patelni i obsmażałam po kilka minut z każdej strony lekko podlewając winem.

4/29/2015

RabarbaLOVALOVA

Mój nastrój jest adekwatny do miesiąca - kwiecień plecień, bo przeplata trochę zimy trochę lata.
Rano deszcz, teraz słońce. Coś by się przydało do tego słoneczka. 
Proponuję rabarbarową lemoniadę!


Gdy zajrzałam do warzywniaka nie mogłam się oprzeć rabarbarowi! Pomysły kotłowały się w mojej głowie. Wciąż się kotłują, a żeby było im łatwiej znaleźć ujście przygotowałam lemoniadkę.

Składniki:
460g różowej części łodyg rabarbaru (pokrojone w kostkę)
3 łyżki miodu
2l wody
1,5 cytryny + kilka plastrów do ozdoby
garść świeżej mięty
kostki lodu

Wodę wraz z miodem zagotowałam. Do wrzących dodałam rabarbar i kilka minut gotowałam - do puszczenia koloru. Następnie schłodziłam w lodówce. Do chłodnego dodałam soku z 1 cytryny - pozostałą połowę skroiłam w plastry, które pokroiłam na ćwiartki i wrzuciłam do lemoniad wraz z miętą. Tak przygotowana czekała w lodówce na moment podania, a gdy nadszedł dodałam kostki lodu dla wzmożonego chłodzenia ;) 

Idealny napój na lato!




Rabarbarowa rewolucja

4/12/2015

Jagodowe muffiny jogurtowe

Jak się dorwę do jakiegoś przepisu to staram się go wycisnąć na maksa eksperymentując w różnych kierunkach. Dlatego znów u nas muffiny. No i może też dlatego, że nie było nic do kawy, a jak to tak przy niedzieli bez czegoś słodkiego do kawy? Nie da się. Zwłaszcza u nas w domu!
Dziś też 8. POZnan* Półmaraton podziwiam bardzo wszystkich, którzy wzięli w nim udział!!



Składniki (12muffinek)
2szkl. mąki
2łyżki kakao
0,5szkl. cukru
1 łyżeczka proszku do pieczenia
0,5łyżeczki sody oczyszczonej
skórka otarta z połowy pomarańczy
1 jajko
2 żółtka
1szkl. jogurtu naturalnego
0,5szkl. oleju
3 łyżki soku z jagód
2 łyżki jagód z kompotu (mogą być mrożone)

kruszonka:
1łyżeczka masła
ok.1 łyżka mąki 
ok. 1 łyżka kakao
ok.1 łyżka cukru

Wykonanie to praktycznie tak samo jak pomarańczowe muffiny jogurtowe, ale ctrl+C i ctrl+V  i oto instrukcje:
Najpierw przygotowujemy kruszonkę. Wszystkie składniki ze sobą zagniatamy do uzyskania sypko-mokrej konsystencji.
Teraz muffiny:
Ważne, by korzystać z tej samej szklanki, dlatego najpierw do jednej miski wsypujemy składniki suche, następnie do drugiej mokre. W każdej misce dokładnie mieszamy składniki,aby następnie wlać mokre do suchych i "podrapać" widelcem do lekkiego połączenia składników.
Przekładamy do formy do muffinek wyłożonej papierowymi papilotkami i posypujemy najpierw jagodami a następnie kruszonką. Wkładamy do lekko rozgrzanego piekarnika (lecz wciąż nagrzewającego się piekarnika) i pieczemy do suchego patyczka.
 

 

4/10/2015

Pomarańczowe muffiny jogurtowe

Masz ochotę na coś słodkiego, ale nie masz chęci spędzać godzin w kuchni?
Te muffinki będą dla Ciebie świetnym rozwiązaniem.
Ich przygotowanie jest ekspresowe, jak większości muffinek.



p.s. tak. Nasz piekarnik wciąż popsuty, ale dał radę z tymi muffinkami! i nie tylko z nimi ;)

Składniki (12muffinek)
2szkl. mąki
0,5szkl. cukru
1 łyżeczka proszku do pieczenia
0,5łyżeczki sody oczyszczonej
skórka otarta z połowy pomarańczy
1 jajko
1szkl. jogurtu naturalnego
0,5szkl. oleju
sok z połowy pomarańczy

kruszonka:
1łyżeczka masła
ok.2 łyżki mąki
ok.1 łyżka cukru

+ lukier:
4 czubate łyżeczki cukru pudru
2 niepełne łyżki mleka

 

Najpierw przygotowujemy kruszonkę. Wszystkie składniki ze sobą zagniatamy do uzyskania sypko-mokrej konsystencji.
Teraz muffiny:
Ważne, by korzystać z tej samej szklanki, dlatego najpierw do jednej miski wsypujemy składniki suche, następnie do drugiej mokre. W każdej misce dokładnie mieszamy składniki,aby następnie wlać mokre do suchych i "podrapać" widelcem do lekkiego połączenia składników.
Przekładamy do formy do muffinek wyłożonej papierowymi papilotkami i posypujemy kruszonką. Wkładamy do lekko rozgrzanego piekarnika (lecz wciąż nagrzewającego się piekarnika) i pieczemy na złoty kolor.


4/09/2015

Poznański Problem

Poniższy post powstał w ramach projektu "BAJKI TYSIĄCA I JEDNEJ POLKI" Klubu Polki na Obczyźnie, który dedykowany jest Karince oraz jej siostrze Ali. Dziewczynki aktualnie nie mają możliwości by podróżować, dlatego zabieramy je w baśniową podróż po świecie z dziecięcych snów.


BAJKI TYSIĄCA I JEDNEJ POLKI



"Istnieje mapa bez krańców świata - są na niej wszystkie kontynenty, miasteczka i wsie, ale jako że zawieruszyła się w bibliotecznym dziale baśni, nabyła magicznych cech: jeśli się na niej stanie, potrafi porwać ze sobą w najbardziej odległe miejsce. Byli tacy, którzy próbowali przedostać się mapą na skróty na Wielką Rafę Koralową u brzegów Australii, na szczyty Himalajów, a nawet do sklepu obuwniczego dwie przecznice dalej. Te próby jednak kończyły się fiaskiem, bo żaden ze śmiałków nie odkrył, że na wyprawę mogą wybrać się tylko dzieci. Czternastoletnia Ala i jej ośmioletnia siostra Karina poznały także inny sekret mapy - nie da się nią podróżować w pojedynkę. Dziewczynki dobrze wiedzą, że trzeba razem usiąść na wygniecionym papierze i mocno złapać się za ręce i dopiero wtedy otworzy się przed nimi droga. Dokąd tym razem? Jak zwykle tam, gdzie ktoś na tę dwójkę będzie czekał. Tak jak tutaj."




Meeeee… Meeeeeee… - zabeczały koziołki pod poznańskim ratuszem. Zdarzenie to niesłychane! Toż to one zwykły beczeć na poznańskim ratuszu. A oto, tu niedaleczko, tuż za zakrętem u stóp dzielnej bamberki koziołki w drodze do pracy znalazły dwie dziewczynki. Piękne panny dwie. Jedna o ciemnych, ale krótkich włosach, które miękko otulały jej śliczną, delikatną twarz. Druga z blond włosami tak długimi, że koziołkom aż się w główkach zakręciło z wrażenia! Kosmyk mięciutkich włosów opadał na jej twarz i ramiona. Koziołki bardzo uważnie przyglądały się spotkanym dziewczynkom. Od tego przyglądania w końcu obudziła się pierwsza dziewczynka.

- aaaaaaaaaaa!!! – krzyknęła ciemnowłosa i poderwała się na proste nogi
- meeeeeeeeee!!!! – odkrzyknęły koziołki, próbując schować się jeden za drugim
- ććććććśśśśśś… - wymruczała blondwłosa
Gdy blondynka dalej smacznie spała, reszta towarzystwa uważnie się sobie przyglądała.
- kim jeeeeeeesteś? – zabeczał jeden z koziołków
- Jestem Karina. A to jest moja siostra Ala. – odpowiedziała dziewczynka.
- Witaaaaammmyyy w Poznaniu. My jesteśmy Poznańskimi Koziołkami. Mmmmiiiiło nammmm meee...
- Jesteśmy w Poznaniu? Ojejku! To nasze miasto! Dlaczego mapa nas tu przeniosła? Może się popsuła? Ala! Ala! Wstawaj już! Mapa się popsuła! Jesteśmy w Poznaniu! Jak to się stało? Aaaaalaaaaa! No wstańże!
- Nie musisz tak krzyczeć. Już wstaję. – odpowiedziała Ala, po czym dodała – oczywiście, że jesteśmy w Poznaniu! A kto zostawił rogala świętomarcińskiego na mapie?
- ojej – zasmuciła się Karina
- Och! O jejku jejku! Skąd miałyście rogala? – zapytały podekscytowane koziołki.
- ze sklepu – odpowiedziały chórem dziewczynki śmiejąc się życzliwie.
- niemożliwe, nieeemożliwe… - beczały koziołki kiwają główkami.
- Jak to niemożliwe? Przecież jesteśmy w Poznaniu! Koziołki, nie pamiętacie? – zapytała Ala.
-  Widać dziewczynki, że dużo ostatnio podróżowałyście… Już Wam wszystko opowiadamy. Usiądźcie wygodnie i otwórzcie uszy meeee… Stała się rzecz niesłychana! Ponury Bumburito Antyrogallo podmienił przepis! I nikt nie może odtworzyć tego właściwego! Najmądrzejsze z najmądrzejszych głów zjeżdżają do Poznania od tygodni! Wszyscy poszukują zaginionego składnika i przepisy. Był tu detektyw z Kraju Siedmiu Poszukiwaczy, a jak wiemy oni zawsze znajdują rozwiązanie, a teraz nic! Wszystkim bardzo smutno. Wygląda na to, że jesteście ostatnimi osobami, które smakowały naszych rogali… -rozbeczały się koziołki

Ala i Karina zasmuciły się bardzo. I nagle Karina wykrzyknęła:
- no właśnie! Dopiero, co jadłyśmy nasze rogale! My znajdziemy brakujące składniki! Zabierzcie nas do kuchcików.
Dziewczęta wskoczyły na grzbiet koziołków i wszyscy wspólnie pogalopowali. Biegli slalomem pomiędzy przechodniami, omijali auta i wzbudzali powszechne zainteresowanie. Gdy dotarli na miejsce dziewczynki z ważnymi minami przyglądały się rogalom. Przez lupę analizowały każdy kawałek. Nawet odrobinę wzięły do ust i smakowały, smakowały, smakowały… i wtem obie podskoczyły wykrzykując
- mak!
- mak? – powtórzyli wszyscy zgromadzeni z niedowierzaniem, a oczy ich urosły do rozmiarów monstrualnych.
- tak, tak, mak! Jakiego maku użyliście? – Zapytała Karina
- no, tego co zawsze. Z tej oto beczułki. – odpowiedział nieśmiało kuchcik
- zobaczcie, ten mak jest czarny a powinien być biały! – powiedziała Ala, wskazując na beczkę. – Ponury Bumburito Antyrogallo nie podmienił przepisu, podmienił mak! 

Wszyscy doskoczyli do dziewczynek i ujęli je w ręce. Podrzucali do nieba krzycząc „niech żyją! Niech żyją! Wiwat Ala i Karina! Wiwat!”. I tak dziewczynki rozwikłały zagadkę. Gdyby nie one rogale świętomarcińskie na zawsze zniknęłyby z kulinarnej mapy Poznania.






 

4/08/2015

Tort dla Ziutki



Kolejne kombinowanie tortowe za mną. Od niedawna mamy wagę, dlatego zdecydowałam się spróbować wykonać ciasto zgodne z wytycznymi z przepisu co do grama. Było o wiele bardziej czasochłonne niż może ulubione "na oko" albo na szklanki/łyżki. Przepis na "biszkopt" wzięłam z ksiażki Annie Rigg Dekorowanie ciast, ciasteczek i tortów a na krem od Cukrowej Wróżki  
Nie byłabym jednak sobą, gdybym nie pozwoliła sobie na pewne modyfikacje.
Składniki:
Ciasto*:
225g masła
200g cukru pudru
4 jajka
1 cukier wanilinowy
1 olejek waniliowy
skórka z 1 cytryny
2 łyżeczki proszku do pieczenia 
1 łyżeczka sody
szczypta soli
300ml maślanki

krem:
800g sera z wiaderka 
500ml śmietanki kremówki
2szkl. cukru pudru
1 żelatyna deserowa
sok malinowy

dżem malinowy, 3 kostki startej czekolady, tłuszcz do formy, papier do pieczenia


Składniki na ciasto są podane na 2 blachy - wyjdą 4 blaty, a jak ktoś ma sprawną rękę to i więcej ;) ja sztukę krojenia muszę jeszcze usprawnić. Najpierw należy składniki podzielić na pół (jeśli macie możliwość piec równocześnie w dwóch formach nie trzeba dzielić składników). Najpierw w miseczce wymieszałam suche składniki. Ubiłam jajka na puszystą masę. Następnie masło i cukier puder na lekki krem. Nie przerywając mieszania dodawałam do masła po trochu ubite jajka. Po czym dodawałam sypkie składniki na zmianę z maślanką. Ubijałam do gładkiej konsystencji. Na tym etapie ciasto wcale nie przypomina biszkoptu.  Przelałam ciasto do formy wysmarowanej tłuszczem i wyłożonej papierem do pieczenia. Piekłam do suchego patyczka. Ciasto włożyłam do letniego piekarnika, w czasie pieczenia ciasta piekarnik dalej się nagrzewał. Po upieczeniu zostawiłam ciasto w foremce przez ok. 10 minut, a następnie przełożyłam na kratkę do wystygnięcia. Po wystygnięciu przekroiłam na prawie równe blaty ;) (obiecuję ćwiczyć ćwiczyć ćwiczyć!)

Krem:
Żelatynę przygotowałam wg instrukcji. Ser wymieszałam za pomocą miksera z cukrem pudrem. Po trochu dodawałam kremówkę cały czas mieszając. Rozdzieliłam masę na dwie miseczki. Do jednej dodałam 2 łyżeczki soku malinowego a do drugiej 4. Obie masy lekko się zabarwiły, czego niestety nie udało mi się uchwycić na zdjęciach. Następnym razem sięgnę po barwniki spożywcze ;)

Warstwy:
3 blaty posmarowałam domowym dżemem malinowym 
układałam następująco:
blat posmarowany dżemem, na to ciemniejszy krem, znowu blat z dżemem, ciemniejszy krem, blat z dżemem, jasny krem, blat, jasny krem. Dookoła smarowałam: dolną część ciemnym kremem, górną jasnym. Przed samym podaniem dolne brzegi tortu posypałam czekoladą.

*tortownica 21 cm 

Pierogi Babci Marysi



W Wielki Piątek naszła nas ochota na pierogi Babci Marysi. Jeszcze nigdzie nie spotkałam takiej wersji! Są rewelacyjne! Tak dobre, że mimo, iż w piątek jadłam je na śniadanie, obiad i kolację, a w sobotę jeszcze na śniadanie i obiad to dziś znowu bym sobie ich pojadła! Hm... może niedługo znowu się pojawią na naszym stole :) Tyle ich nakleiłyśmy, że mama miała nadzieję, trochę pomrozić. Niestety... tak się nie da :p 
Zadzwoniłam do babci po przepis. 
S: Babciu, jak się robi te Twoje pierogi?
Babcia: Pierogi chcesz robić? Ale wy nie lubicie. Twoja mama lubi bardzo, ale wy to nigdzie ich nie chcieliście jeść...
S: no ale teraz byśmy chcieli.
Babcia: No... ser musisz wziąć, ziemniaki. Sera więcej niż ziemniaków. Ziemniaki musisz podusić i dopiero wymieszać z serem. Wszystko razem poduś. Dodaj w to jajko, trochę soli, no i koniecznie miętę. 
S: Super dziękuję, a ciasto na pierogi?
Babcia: No ciasto na pierogi wiesz jak się robi, wiesz nie? Tylko pamiętaj o gorącej wodzie. Jajko dodaj dopiero jak woda z mąką trochę przestygną. 

Ciasto:
mąka
gorąca woda
sól
jajko

farsz:
1kg sera
70dag ziemniaków
jajko
sól
mięta

Mąkę wymieszać z gorącą wodą i szczyptą soli. Po chwili dodać jajko i zagniatać na gładkie gładziutkie ciasto. I myk pod ściereczkę. Farsz zrobić wg instrukcji babci ;) 

Ciasto rozwałkowujemy cieniutko i wycinamy pierogi - kółka, kwadraty, trójkąty - kształty dowolne ;) Faszerujemy na bogato, a brzegi zwilżamy wodą i łączymy ze sobą, dociskamy widelcem. 

I UWAGA! teraz ważne. Pierogi można jeść na dwa sposoby. Drugi jest szczególnie smaczny. Pierwszy to pierogi z wody, gotowane. Drugi: już ugotowane pierogi... smażymy na złoto na masełku! 
Obie wersje podajemy z kwaśną śmietaną!





Wariacje pierogowe

4/02/2015

Pieczona kaczka z jabłkami

Minął rok, a wydarzyło się tyle spraw, że głowa mała! Chociaż wiele z nich było niespodzianką, dziś, z ręką na sercu, rzec mogę, iż jestem szczęśliwsza niż rok temu. Z dnia na dzień przekonuję się do słów "najwspanialszych chwil w naszym życiu nie zaplanujemy". Warto cieszyć się chwilą!



Wracając do potrawy! Polecam Wam świąteczną, i nie tylko, kaczkę. Kaczka robi się praktycznie sama. Soczysta, złocista... pychota! 
U nas gościła na niedzielnym obiedzie, a teraz bardzo prawdopodobne, że pojawi się w Wielkanocny Poniedziałek.

Składniki:
Kaczka (u nas ok. 2kg)
1kg jabłek
pieprz,cukier,majeranek
1szkl. białego wytrawnego wina
1szkl. wody
kilka łyżek oleju

Oczyszczoną kaczkę (bez szyi) natarłam przyprawami i włożyłam do lodówki. Chłodziłam całą noc, ale wystarczy godzina lub dwie. Jabłka umyłam, przekroiłam na 4 części, oczyściłam z gniazd, po czym pokroiłam na drobniejsze części. Kaczkę nafaszerowałam jabłkami (zostawiając garść jabłek na później, może zostać więcej jeśli wam się do kaczki nie zmieszczą ;) ), zawiązałam i włożyłam do brytfanny polanej olejem. Kaczkę skropiłam wodą i całość włożyłam do letniego piekarnika. Od tego momentu zaglądałam do kaczki co 10-15 minut, obracałam ją i podlewałam na zmianę - raz wodą raz winem i tak przez 2 godziny. Po tym czasie wyjęłam wszystko z piekarnika i przy okazji kaczkę z brytfanny, którą umieściłam na kuchence. Podgrzewałam na małym ogniu i dorzuciłam pozostałe jabłka. W czasie przygotowania sosu można pokroić kaczkę na porcje.