Top menu navigation

4/09/2015

Poznański Problem

Poniższy post powstał w ramach projektu "BAJKI TYSIĄCA I JEDNEJ POLKI" Klubu Polki na Obczyźnie, który dedykowany jest Karince oraz jej siostrze Ali. Dziewczynki aktualnie nie mają możliwości by podróżować, dlatego zabieramy je w baśniową podróż po świecie z dziecięcych snów.


BAJKI TYSIĄCA I JEDNEJ POLKI



"Istnieje mapa bez krańców świata - są na niej wszystkie kontynenty, miasteczka i wsie, ale jako że zawieruszyła się w bibliotecznym dziale baśni, nabyła magicznych cech: jeśli się na niej stanie, potrafi porwać ze sobą w najbardziej odległe miejsce. Byli tacy, którzy próbowali przedostać się mapą na skróty na Wielką Rafę Koralową u brzegów Australii, na szczyty Himalajów, a nawet do sklepu obuwniczego dwie przecznice dalej. Te próby jednak kończyły się fiaskiem, bo żaden ze śmiałków nie odkrył, że na wyprawę mogą wybrać się tylko dzieci. Czternastoletnia Ala i jej ośmioletnia siostra Karina poznały także inny sekret mapy - nie da się nią podróżować w pojedynkę. Dziewczynki dobrze wiedzą, że trzeba razem usiąść na wygniecionym papierze i mocno złapać się za ręce i dopiero wtedy otworzy się przed nimi droga. Dokąd tym razem? Jak zwykle tam, gdzie ktoś na tę dwójkę będzie czekał. Tak jak tutaj."




Meeeee… Meeeeeee… - zabeczały koziołki pod poznańskim ratuszem. Zdarzenie to niesłychane! Toż to one zwykły beczeć na poznańskim ratuszu. A oto, tu niedaleczko, tuż za zakrętem u stóp dzielnej bamberki koziołki w drodze do pracy znalazły dwie dziewczynki. Piękne panny dwie. Jedna o ciemnych, ale krótkich włosach, które miękko otulały jej śliczną, delikatną twarz. Druga z blond włosami tak długimi, że koziołkom aż się w główkach zakręciło z wrażenia! Kosmyk mięciutkich włosów opadał na jej twarz i ramiona. Koziołki bardzo uważnie przyglądały się spotkanym dziewczynkom. Od tego przyglądania w końcu obudziła się pierwsza dziewczynka.

- aaaaaaaaaaa!!! – krzyknęła ciemnowłosa i poderwała się na proste nogi
- meeeeeeeeee!!!! – odkrzyknęły koziołki, próbując schować się jeden za drugim
- ććććććśśśśśś… - wymruczała blondwłosa
Gdy blondynka dalej smacznie spała, reszta towarzystwa uważnie się sobie przyglądała.
- kim jeeeeeeesteś? – zabeczał jeden z koziołków
- Jestem Karina. A to jest moja siostra Ala. – odpowiedziała dziewczynka.
- Witaaaaammmyyy w Poznaniu. My jesteśmy Poznańskimi Koziołkami. Mmmmiiiiło nammmm meee...
- Jesteśmy w Poznaniu? Ojejku! To nasze miasto! Dlaczego mapa nas tu przeniosła? Może się popsuła? Ala! Ala! Wstawaj już! Mapa się popsuła! Jesteśmy w Poznaniu! Jak to się stało? Aaaaalaaaaa! No wstańże!
- Nie musisz tak krzyczeć. Już wstaję. – odpowiedziała Ala, po czym dodała – oczywiście, że jesteśmy w Poznaniu! A kto zostawił rogala świętomarcińskiego na mapie?
- ojej – zasmuciła się Karina
- Och! O jejku jejku! Skąd miałyście rogala? – zapytały podekscytowane koziołki.
- ze sklepu – odpowiedziały chórem dziewczynki śmiejąc się życzliwie.
- niemożliwe, nieeemożliwe… - beczały koziołki kiwają główkami.
- Jak to niemożliwe? Przecież jesteśmy w Poznaniu! Koziołki, nie pamiętacie? – zapytała Ala.
-  Widać dziewczynki, że dużo ostatnio podróżowałyście… Już Wam wszystko opowiadamy. Usiądźcie wygodnie i otwórzcie uszy meeee… Stała się rzecz niesłychana! Ponury Bumburito Antyrogallo podmienił przepis! I nikt nie może odtworzyć tego właściwego! Najmądrzejsze z najmądrzejszych głów zjeżdżają do Poznania od tygodni! Wszyscy poszukują zaginionego składnika i przepisy. Był tu detektyw z Kraju Siedmiu Poszukiwaczy, a jak wiemy oni zawsze znajdują rozwiązanie, a teraz nic! Wszystkim bardzo smutno. Wygląda na to, że jesteście ostatnimi osobami, które smakowały naszych rogali… -rozbeczały się koziołki

Ala i Karina zasmuciły się bardzo. I nagle Karina wykrzyknęła:
- no właśnie! Dopiero, co jadłyśmy nasze rogale! My znajdziemy brakujące składniki! Zabierzcie nas do kuchcików.
Dziewczęta wskoczyły na grzbiet koziołków i wszyscy wspólnie pogalopowali. Biegli slalomem pomiędzy przechodniami, omijali auta i wzbudzali powszechne zainteresowanie. Gdy dotarli na miejsce dziewczynki z ważnymi minami przyglądały się rogalom. Przez lupę analizowały każdy kawałek. Nawet odrobinę wzięły do ust i smakowały, smakowały, smakowały… i wtem obie podskoczyły wykrzykując
- mak!
- mak? – powtórzyli wszyscy zgromadzeni z niedowierzaniem, a oczy ich urosły do rozmiarów monstrualnych.
- tak, tak, mak! Jakiego maku użyliście? – Zapytała Karina
- no, tego co zawsze. Z tej oto beczułki. – odpowiedział nieśmiało kuchcik
- zobaczcie, ten mak jest czarny a powinien być biały! – powiedziała Ala, wskazując na beczkę. – Ponury Bumburito Antyrogallo nie podmienił przepisu, podmienił mak! 

Wszyscy doskoczyli do dziewczynek i ujęli je w ręce. Podrzucali do nieba krzycząc „niech żyją! Niech żyją! Wiwat Ala i Karina! Wiwat!”. I tak dziewczynki rozwikłały zagadkę. Gdyby nie one rogale świętomarcińskie na zawsze zniknęłyby z kulinarnej mapy Poznania.






 

1 komentarz: