Top menu navigation

8/01/2015

Post inny niż zazwyczaj

Dzisiejszy post powstaje w ramach projektu ‚Moje ulubione miejsce w Polsce’ Klubu Polki na Obczyźnie.
Powstaje, bo właśnie się pisze. Będzie to chaotyczny post, bo takie są i moje myśli w ostatnich miesiącach. Chociaż tekst powstaje na gorąco, miejsce do tego projektu wybrałam już dawno, tak samo jak i zdjęcia. Mimo, że jest wiele miejsc, które darzę olbrzymią sympatią, wyboru dokonałam szybko i praktycznie bez zawahania. 



Chcę Wam zaprezentować miasto Ustka, a dokładniej to plażę. Kilka lat temu pojechaliśmy do Ustki na wakacje. Całą rodzinką. Od zawsze jeździliśmy na wakacje nad morze. Te podróże, raz mniejsze raz większe, zachowane zostaną w pamięci na zawsze.
Jedną z dróg prowadzących na plażę, była ta przez niewielki las. Był niewielki, lecz tuż przed zachodem zamieniał się w magiczne miejsce. Promienie słoneczne oświetlały niektóre ścieżki zachęcając do kroczenia nimi. Niekoniecznie prowadziły one do morza. Nogi same niosły, by nimi pobłądzić.
Zaczarowany las.
Prowadzi do zaczarowanego morza.
Schodami w dół - wejście na plażę.
Tuż przed pierwszym krokiem, szybkie spojrzenie po plaży.
Mocniejszy podmuch wiatru.
Kurcze, gdzie moja kawa?
Przydałaby się w takim momencie...



Podróż do Ustki była potworna. Daleko, długo i z przesiadką! Wszyscy pojechali wcześniej, a ja (wtedy jeszcze okropny pracoholik) dołączyłam później podróżując pociągiem. Od samego początku moja podróż była pełna przemyśleń. Raczej zbędnych niż niezbędnych. Lecz, gdy człowiek ma czasu zbyt wiele - myśli. Myślałam całą drogę i cały pobyt. Średnio pamiętam, jaka była wtedy pogoda. Pamiętam za to, że odpoczęłam. 
 

Ach... I te plaże. Szerokie, pełne jasnego drobnego piasku. Przy mocniejszych powiewach wiatru można było go odnaleźć nawet w pępku, mimo, iż ten schowany był pod wieloma warstwami ubrań. 
I to szumiące morze, którego fale, to delikatnie to z większą siłą rozbijały się o brzeg. Jak to jest, że taka wielka woda z taką łatwością potrafi uspokoić?


Wtedy pierwszy raz pomyślałam, że mogłabym zamieszkać nad morzem. Rankiem wypatrywać słońca z plaży, a wieczorami z lampką wina w dłoni wspominać minione dni i kącikiem ust uśmiechać się delikatnie.  Nie teraz, nie za 5 lat. Nie wiem kiedy. Ale wiem, że mogłabym. Z małego domku obserwować ludzi i zwierzęta, a przede wszystkim żywioł. Plaże mają w sobie coś niezwykłego... Mogłabym siedzieć całymi dniami i patrzeć patrzeć patrzeć...




Nie każda plaża tak na mnie działa. Czułam się tam wyjątkowo. Burza w głowie, a jednak cichy spokój ducha.
W takich miejscach ma się ochotę zapomnieć o całej reszcie. O obowiązkach, o zmartwieniach, o telefonie...
Szukacie miejsca na wakacje, w którym odpoczniecie od codziennego pędu? Gdzie będziecie mogli się zastanowić się nad wszystkim bez ciężaru, który zazwyczaj ciąży myślom?
Mnie na plaży w Ustce to się udało. I wiem, że wrócę tam z F. A może wrócimy w tym samym składzie tylko wzbogaceni o kolejne pokolenie? A może i Wam się spodoba plaża w Ustce?
Mam nadzieję, że Was nie zanudziłam :)






______________________________________________________

 Autostopem dla Hospicjum

Wakacyjny projekt dedykujemy wyjątkowej akcji Przemka Skokowskiego. Wybrał się w podróż autostopem na Antarktydę aby zebrać 100 000 zł na rzecz hospicjum w Gdańsku oraz Fundacji Hospicyjnej, która opiekuje się osieroconymi dziećmi.
 Niestety nadal nie udało się osiągnąć pełnej kwoty. Na pocieszenie dodam, że akcja wciąż trwa, a swój finał ma wraz z końcem roku. Jest jeszcze trochę czasu, by ją wesprzeć!

Więcej informacji pod linkiem:  https://www.siepomaga.pl/r/autostopemdlahospicjum


1 komentarz:

  1. Uwielbiam plażę w Ustce, wielokrotnie tam jeździłam z Rodzicami i zawsze było cudownie :)

    OdpowiedzUsuń