Top menu navigation

9/01/2013

Smak domu






„Do kraju tego, gdzie kruszynę chleba
Podnoszą przez uszanowanie
Dla darów Nieba…
… tęskno mi Panie.”



Smak domu

Chleb kojarzy mi się z domem. Od ponad dwóch tygodni żywimy się chlebem tostowym. Jednak, co to za chleb, gdy nie ma w nim duszy?
Niestety nie należę do osób cierpliwych, a miałam straszną ochotę na ten smakołyk. Przerzuciłam Internet do góry nogami poszukując przepisu wpasowującego się w produkty, które posiadałam w naszym mieszkanku. Coś znalazłam (klik) , coś zmodyfikowałam (niewiele) i oto powstał. Szybki chlebek.
Proporcje na jeden mały bochenek
  1. 300g mąki pszennej
  2. 20g świeżych drożdży
  3. 1 łyżeczka cukru
  4. 1 łyżeczka soli
  5. 1 łyżka dowolnych przypraw (wykorzystałam szczyptę rozmaryny, pieprzu i peperoncino)
  6. duża garść pokruszonych płatków śniadaniowych
  7. 4/5 szklanki wody
  8. Drewniana łyżka ;)




Wszystkie sypkie składniki (1,3,4,5,6) wymieszałam w misce. Zrobiłam wgłębienie, do którego pokruszyłam drożdże, zalałam wodą i od razu delikatnie wymieszałam. Mieszając miałam w głowie mnóstwo ciepłych myśli. Zawsze, gdy coś piekę staram się pozytywnie myśleć. Babcia mi zawsze powtarzała, że od tego zależy czy nasz wypiek się uda. Od tego czy robimy to co robimy z miłością… Moje myśli krążyły wokół babci. Przypomniało mi się jak byliśmy mali, siedzieliśmy za stołem i czekaliśmy na kromkę (czy piętkę nieważne). Każdy chleb ma tylko dwie, ale babcia potrafiła tak dla nas obkroić chleb, by każdy dostał tę część. Ale najważniejsze było co innego. Babcia zawsze zanim rozpoczęła nowy bochenek- całowała go i kreśliła znak krzyża na nim. Ten obrazek w mej pamięci zawsze mnie porusza…

Wracając do teraźniejszości - Miskę przykryłam ściereczką i odstawiłam w nasłonecznione miejsce do wyrośnięcia.

I…
w tym momencie znów spojrzałam do przepisu i się wystraszyłam. Cukier wsypałam za szybko, przed wymieszaniem wszystkich składników nie poczekałam aż drożdże „ruszą”…

Cóż pozostało mi czekać.
Odczekałam 30 minut. Zajrzałam pod ściereczkę – jupi! Rośnie :D
Okay, wytrzymam kolejne 30 minut.
Wysmarowałam formę oliwą z oliwek i posypałam bułką tartą. Nagrzałam piekarnik do 50 stopni.
Ciasto z miski przerzuciłam delikatnie do formy, próbując uformować z niego owal za bardzo nie naciskając. I myk do piekarnika na 20 minut.
Po tym czasie podkręciłam temperaturę do 200 stopni i piekłam jeszcze ok. 40 minut.















Tak.  Tęsknię…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz